Historia

O najstarszej historii naszego kościoła wiemy niewiele i tylko z przekazów ustnych. W miejscu, gdzie znajduje się nasza świątynia, stała w latach pięćdziesiątych dziewiętnastego wieku drewniana kaplica, przy której zbierano się na modlitwę – głównie w majowe wieczory. Raz w miesiącu była tu odprawiana Msza Święta.

Po około 40-tu latach wymurowano na miejscu drewnianej kapliczki bardziej okazałą, kamienną, do której został zakupiony obraz Matki Bożej Częstochowskiej. Dokonali tego mieszkańcy podczas pielgrzymki do Częstochowy.
W 1910 roku został sprowadzony ołtarz, w którym umieszczono obraz Maki Bożej.

W latach 1949-1952 w czasach nieprzychylnego Kościołowi terroru stalinowskiego udało się rozbudować niewielką kaplicę do rozmiarów dzisiejszego naszego kościoła. Dokonali tego mieszkańcy Niewachlowa pod wodzą swego wspaniałego duszpasterza księdza Jana Kantego Zemana.

Ten kapłan, salezjanin (1912-1991) przybył do nas w latach 50-tych ubiegłego wieku. Potrafił zmobilizować Niewachlowian do działania na rzecz rozbudowy kaplicy, która przestała wystarczać parafianom, gdyż była zbyt mała. Dokupiono od p. Białka plac, a gmina odstąpiła część dawnej drogi, aby zachować symetrię kościoła. Projekt nowego kościoła opracował architekt kielecki, inżynier Bogucki. W latach 1950-1952 rozbudowano kościół do powierzchni 108 metrów kwadratowych i dobudowano zakrystię. Postawiono dwie wieże połączone balkonem, na którym później umieszczono statuę Niepokalanej, ufundowaną przez panny na zakończenie Roku Maryjnego.
Brakowało jednak dzwonów, a z tym był problem – podobnie jak ze wszystkimi materiałami niezbędnymi do budowy w tamtych czasach. Aby zamówić wykonanie dzwonów u wrocławskiego ludwisarza, trzeba było mu było dostarczyć odpowiednią ilość złomu metali kolorowych. Ksiądz Zeman ogłosił zbiórkę złomu, ale nie udało się zebrać go w wystarczającej ilości. Z pomocą przyszli pracownicy PKP Kielce Herbskie, którzy od początku budowy kościoła wspomagali dzielnie swego kapłana w gromadzeniu niezbędnych materiałów. Oni dostarczyli „zdobyty” w sobie tylko znany sposób mosiądz i brąz do ludwisarza we Wrocławiu. Oni również przywieźli do Kielc gotowe dzwony. Dotarły one do kościoła w ostatniej chwili – przed samą uroczystością i dlatego nie wystarczyło czasu, by je zamontować na wieży. Zostały zawieszone na prowizorycznych konstrukcjach, ale każdy kto wówczas słyszał ich dźwięk nie zapomni tego do końca życia….. Wystarczy spytać starszych mieszkańców naszej parafii. Pan Krzysztof Durlej twierdzi, że w naszych starych dzwonach „dzwonią nie tylko armatnie gilzy i parowozowe panewki, ale także serca: księdza Zemana, naszych Kolejarzy, Młodzieży i wszystkich, którzy nie szczędzili trudu, przy zbiórce złomu, zawieszaniu dzwonów i ich uruchamianiu”. W każdym razie 30 sierpnia 1953 roku nastąpiła konsekracja dwóch dzwonów. Odbyło się to w rocznicę nadania kościołowi Matki Boskiej Częstochowskiej w Niewachlowie odpustu. Odpust ten nadał specjalnym dokumentem Prymas Polski ks. kardynał Stefan Wyszyński.
Dzieło budowy własnej świątyni kosztowało parafian wiele trudu i ofiar, których nikt nie szczędził. Trzeba było niezwykłej pomysłowości i sił, by w trudnych dla Kościoła czasach zdecydować się na czyn tak śmiały i odważny. Nasi dziadowie i pradziadowie mieli jednak za sobą potężna Patronkę, której z pewnością zależało, by świątynia Jej poświęcona była bardziej okazała niż mała wiejska kapliczka u zbiegu dróg. Przede wszystkim zaś „dowodził” całym dziełem wspaniały i nieustraszony ksiądz Jan Kanty Zeman. On doskonale wiedział, że w tych wrogich Kościołowi czasach niełatwo jest ważyć się na takie czyny, ale był niestrudzony i nie zaprzestał swojego dzieła. Niestety, władze komunistyczne wymusiły na Zgromadzeniu usunięcie tego wspaniałego kapłana z naszej wsi i przeniesienie go gdzie indziej. Ks. Jan Kanty znalazł się wówczas w diecezji śląskiej, musiał opuścić Niewachlów pod groźbą więzienia. Zostawił po sobie ślad niezatarty w sercach Niewachlowian i do dziś dzień wdzięczne wspomnienie zwłaszcza wśród osób starszych, pamiętających tamte czasy.

Taką samą wdzięczną pamięć przechowujemy o następcy ks. Zemana. Był nim ks. Edward Żołyniak (1916-1994), salezjanin. Rozpoczął pracę w Niewachlowie w połowie lat pięćdziesiątych. Jemu również nie było łatwo prowadzić pracę duszpasterską pod czujnym okiem „bezpieki”, która w każdy możliwy sposób utrudniała wszelkie działania duszpasterskie na terenie całego naszego kraju. Wystarczy wspomnieć aresztowanie Prymasa Wyszyńskiego (1953), czy proces i aresztowanie biskupa Kaczmarka (1951).
Ks. Żołyniak zastał kościół już rozbudowany, ale brakowało ogrodzenia, organów i wielu, wielu rzeczy, choćby – nie miał gdzie mieszkać, bo nie było plebanii…. Był on jednak człowiekiem niezwykle skromnym i zadowalał się tym, co Pan Bóg dawał na tę chwilę. Mieszkał u p. Bednarskiego i na rowerze poruszał się po okolicy, by załatwiać sprawy. Z czasem nabył motocykl WFM. Nauczał religii, zabiegał o wybudowanie plebanii, sprowadził z kościoła Św. Krzyża organy , które służyły nam aż do lat 80-tych. Pierwszym organistą został pan Kudła, młody nauczyciel szkoły w Niewachlowie, pod którego przewodnictwem chór liczył około 50 osób.

Ks. Żołyniak sam kierował pracami przy ogrodzeni kościoła. Fundamenty i podmurówkę wykonali parafianie, a stalowe przęsła zostały zrobione w warsztatach szkolnych ZDZ (odpłatnie).
Wielkim marzeniem księdza było wybudowanie plebanii. Zostały poczynione pierwsze kroki – pozyskanie miejsca pod budowę od p. Franciszki Bednarskiej – na jej nazwisko wydano pozwolenie – i rozpoczęto prace. Niestety szybko ktoś doniósł do odpowiednich organów, że to nie samotna wdowa buduje dom i trzeba było zatrzymać inwestycję. Były już mury parteru…..

Odszedł od nas ks. Żołyniak w drugiej dekadzie lat 60-tych, nieodżałowany przez wielu duszpasterz i nauczyciel młodzieży. Do dziś wspominany jako wzór kapłana.
Przybył ks. Konrad Latusek (1929-2006), człowiek wielkiego serca i pogody ducha. Jemu udało się doprowadzić dzieło budowy plebanii do szczęśliwego końca. Podczas późniejszych tu pobytów zawsze mile wspominał Niewachlów i czasy, gdy wraz z parafianami zakasywał rękawy do ciężkiej pracy fizycznej, by piękniała nasza świątynia i budynek plebanii. Za jego czasów dobudowano tam piętro, a nad zakrystią powstała salka katechetyczna. Kościół został nagłośniony.
W latach 1977-1986, pracował wśród nas ks. Bronisław Piróg, nazywany dobrym gospodarzem. Za jego „kadencji” ks. biskup Stanisław Szymecki powołał do życia Parafię pod wezwaniem Matki Bożej Częstochowskiej w kieleckiej dzielnicy Niewachlów. Dekret biskupi został wydany 21 stycznia 1986 roku. Ks. Piróg mieszkał na plebanii z księżmi wikarymi ale i z rezydującą tam do śmierci staruszką panią Bednarska, którą trzeba było się pod koniec jej życia opiekować. Nasz proboszcz czynił to z wielkim oddaniem i sercem. Miał wielki talent gospodarski, często widywano go w obejściu z narzędziami rolniczymi w rękach. Nie stronił od pracy fizycznej, a także z wielkim zapałem zabiegał o upiększenie naszej świątyni. Dzięki jego staraniom oraz ofiarności parafian zostały kupione nowe organy i piękne witraże. Kościół został także wyposażony w nowe ławki.
Następcą ks. Bronisława został ks. Albert Haitzer. Zakończył instalacje witraży, a co najważniejsze, przeprowadził bardzo pilny remont stropu nad starą częścią kościoła i naprawę pokrycia dachu nad całością. We wnętrzu świątyni przybito nowa boazerię. Niezbędne było także przebudowanie wnętrza plebanii, by stała się bardziej funkcjonalna. W 1996 ks. Albert został przeniesiony do Pogrzebienia, skąd Pan zabrał go do Siebie na zawsze w roku 2002.

Na kolejne lata posługi kapłańskiej w naszej parafii przybył 21 lipca 1996r. ks. Janusz Popielski, ksiądz esteta, jak lubił sam siebie nazywać. Rzeczywiście jego poczucie smaku widać było po pracach, jakie uznał za niezbędne do wykonania w kościele i wokół niego. Przede wszystkim został zmieniony ołtarz soborowy, któremu nadano wygląd i kształt zbliżony do ołtarza głównego. Zainstalowano wyświetlacz tekstów pieśni, a obraz Matki Bożej zyskał piękną oprawę w postaci błękitnego oświetlenia i mechaniczne odsłanianie i zamykanie po skończonych nabożeństwach. Ks. Janusz zadbał także o to, byśmy tak bardzo nie marzli w zimie w naszej świątyni – zainstalowano napromiennikowe grzejniki. Salkę nad zakrystią wykorzystano jako antresolę zwiększającą liczbę miejsc w naszym niewielkim kościółku. Wypiękniało także wejście do kościoła i plac wokół niego. Zostały zbudowane nowe schody z granitu i wybrukowany plac kościelny. Przy okazji przeniesiono grotę wraz z figurką na lepsze miejsce w głębi placu kościelnego spod ulicy, gdzie nieustanny hałas przejeżdżających aut nie sprzyjał modlitewnemu skupieniu. Na wieży zawisły kuranty słyszane w każdym zakątku parafii oraz trzeci dzwon- Dominik. W niszach frontonu kościoła umocowano figury świętych: Jana Bosko i Dominika Savio. Ksiądz Janusz Popielski pożegnał się z nami w 2005 roku, by przyjąć funkcję kapelana w zakładzie karnym na Piaskach (w Kielcach).

W sierpniu 2005 roku naszym nowym proboszczem został ks. Władysław Sikora, który przybył do Niewachlowa już po raz drugi. W latach 1984-1985 był w naszej parafii wikarym. Przywitaliśmy go serdecznie, jak starego znajomego, bo wielu trzydziestolatków pamięta go jako swojego katechetę. Ksiądz Władysław, góral z Dzianisza podjął się trudu generalnego remontu plebanii, która właściwie nigdy nie była remontowana. Stąd jej fatalny stan techniczny: przestarzałe instalacje, przeciekające fundamenty, niedoskonałe ocieplenie i wiele innych usterek wewnątrz budynku, który wprost „prosił się” o zmiany. Zawsze jednak były pilniejsze sprawy przy kościele i tymi zajmowali się poprzedni proboszczowie. Tymczasem mieszkanie w starym, zimnym domu z meblami pamiętającymi czasy gierkowskie, stało się uciążliwe i należało to zmienić. Plan rozbudowy domu parafialnego już był i należało przystąpić do działania. W 2007 roku zdjęto dach, dobudowano poddasze i przykryto budynek blachą. Potem kolejno toczyły się prace przy wymianie wszystkich instalacji, zamontowaniu nowego kotła co, wymianie podłóg, remoncie łazienek i kuchni, do której nareszcie kupiono nowe meble. Teraz plebania ma nowoczesne, funkcjonalne wnętrze z odpowiednio usytuowaną kancelarią i można w nie wygodnie mieszkać i pracować. Nie musimy się także wstydzić, gdy zachodzi konieczność przenocowania i ugoszczenia osób odwiedzających parafię.

Zanim jednak ks. Władysław zadbał o wyremontowanie domu parafialnego, dokonał wymiany starych, kilkudziesięcioletnich mebli w zakrystii. Teraz są w niej ładne i estetyczne sprzęty, które latami jeszcze będą służyły księżom i chłopcom Z Liturgicznej Służby Ołtarza.

Następną inwestycją, jaka stoi teraz przed nami wszystkimi jest rozbudowa kościoła i związany z tym generalny remont poszycia dachu. Jest to absolutna konieczność, jeśli chcemy aby nasza skromna świątynia służyła nam i następnym pokoleniom Niewachlowian.